
„Moje dziecko ma ADHD” – słyszę już od progu głosy wykończonych rodziców. Wierci się, kręci, skacze, biega, wspina na meble. Tak, jest to z pewnością nadruchliwość, ale niekoniecznie musi to być ADHD. Istnieje współcześnie taki mit, że każde dziecko, które ma niespożytą ilość energii ma ADHD.
Niestety pogląd ten reprezentowany jest także przez osoby, które choć trochę powinny się na tym znać! Gdyby każde dziecko, - które nie zachowuje takiego spokoju, jakiego my dorośli życzylibyśmy sobie -miało ADHD to można by mówić o epidemii. Tak więc termin „ADHD” czy też „zespół nadpobudliwości psychoruchowej” nie jest synonimem „niespokojnego dziecka” ani „żywego temperamentu” ani „celowego łamania norm”. Do rozpoznania tego zespołu oprócz nadruchliwości, konieczne jest rozpoznanie** zaburzeń koncentracji uwagi** i** nadmiernej impulsywności**.
Warto pamiętać, że istnieje wiele problemów zdrowotnych i psychologicznych powodujących, że dzieci są niespokojne, nadruchliwe, a nawet przejawiają zaburzenia koncentracji uwagi (np. alergie, nadczynność tarczycy, depresja itp.), dlatego konieczna jest szczegółowa diagnostyka tego zaburzenia. Jest to zadanie dość trudne (spróbujcie wyobrazić sobie przeprowadzenie testu dziecku, które nie wysiedzi na miejscu przez minutę!) i wymaga dłuższej obserwacji dziecka oraz bardzo dokładnego wywiadu pochodzącego z dwóch różnych środowisk (np. domowego i szkolnego). Według profesora Taylora do czwartej lub piątej wizyty u specjalisty dziecięcego nie można wywnioskować nic pewnego na temat tego, jak zachowuje się ono poza gabinetem. Ja nie byłabym taka restrykcyjna, ale zgodzę się, że diagnostyka nie tylko ADHD, ale także innych deficytów czy zaburzeń nie powinna być przeprowadzona wcześniej niż na 3. spotkaniu. Dzieci w nowej sytuacji zawsze zachowują się inaczej… przykleić komuś „łatkę” jest bardzo łatwo, ale z odklejeniem jest już trudniej.
