
„Pediatra powiedział, że jeszcze ma czas”. „Babcia mówi, że tata też późno zaczął mówić”. „W internecie przeczytałam, że do piątego roku życia nie ma co się przejmować”. A jednocześnie coś w środku nie daje Wam spokoju.
To chyba najczęstszy dylemat rodziców, którzy do mnie dzwonią: czy już iść do logopedy, czy jeszcze poczekać? Odpowiem przewrotnie: na konsultację – raczej nie czekajcie. Na terapię – czasem tak. To nie to samo, i zaraz wyjaśnię dlaczego.
Konsultacja to nie wyrok
Pójście do logopedy nie oznacza, że dziecko od razu zacznie terapię. Bardzo często po pierwszym spotkaniu mówię rodzicom: „Dajmy mu jeszcze czas”. Zwykle umawiamy się na kontrolę za dwa, trzy miesiące, czasem za pół roku, jeśli dziecko jest bardzo małe. Wiem wtedy, na co patrzeć, a Wy wiecie, czego się spodziewać i co możecie robić w domu.
Ale jest jedna rzecz, której nie robię nigdy: nie puszczam dziecka z konsultacji bez obejrzenia go i zbadania. Nawet jeśli z rozmowy z rodzicami wynika, że wszystko jest w normie. Dlaczego? Bo są takie zaburzenia artykulacji, które nie mieszczą się w normie rozwojowej w żadnym wieku. Z nich dziecko nie wyrośnie – one się utrwalą.
Te rzeczy nigdy nie są „etapem”
Język między zębami. Jeśli dziecko przy głoskach „s”, „z”, „c”, „dz” (a czasem też „t”, „d”, „n”, „l”) wkłada język między zęby, mamy do czynienia z seplenieniem międzyzębowym. Kiedyś uznawano, że u małych dzieci to jeszcze norma. Dziś już tak nie uważamy: dziecko, które wkłada język między zęby, kwalifikuje się do terapii. Kropka.
Dlaczego jestem tak stanowcza? Bo mówienie z językiem między zębami to nie tylko kwestia brzmienia. To często sygnał, że język w spoczynku leży nisko, a dziecko oddycha przez usta. A to pociąga za sobą cały łańcuch następstw: wysoko wysklepione podniebienie, przerośnięty trzeci migdał, zapadnięte policzki, cienie pod oczami, problemy ortodontyczne – zgryz otwarty, przodożuchwie. Gdyby w wieku dwóch, dwóch i pół roku udało się wypracować, żeby język „schował się” w buzi, tak jak u większości dzieci, wielu z tych następstw by nie było. Piszę o tym szerzej w artykule Samo nie przejdzie.
Inne sygnały, z którymi warto przyjść od razu, bez względu na wiek dziecka:
- „sz” lub „s” brzmi „z boku”, jakby powietrze uciekało policzkiem – to seplenienie boczne,
- „r” jest gardłowe, „francuskie”, albo zamiast języka wibrują wargi lub policzek,
- dziecko mówi nawykowo przez nos albo przeciwnie – jakby miało stale zatkany nos,
- buzia jest często otwarta, dziecko chrapie, pochrapuje, oddycha ustami (także w nocy),
- niemowlę nie gaworzy około 8.–9. miesiąca życia,
- dwulatek nie używa kilkunastu prostych słów, nie pokazuje palcem, nie naśladuje gestów,
- dziecko przestało mówić słowa, które już mówiło – to zawsze wymaga pilnej konsultacji,
- niepłynność mowy trwa dłużej niż kilka miesięcy, widać przy niej napięcie albo dziecko zaczyna unikać mówienia (o tym, jak odróżnić jąkanie od rozwojowej niepłynności, piszę w osobnym artykule),
- dziecko ma trudności z gryzieniem i żuciem, długo je tylko papki.
A teraz rzeczy, na które warto poczekać
Mowa dziecka rozwija się etapami, a głoski pojawiają się w pewnej kolejności. Bardzo w uproszczeniu:
- około 3.–4. roku życia pojawiają się głoski syczące: „s”, „z”, „c”, „dz” (wcześniej dziecko często zastępuje je miękkimi „ś”, „ź”, „ć”, „dź” – i to jest w porządku),
- około 4.–5. roku życia – głoski szumiące: „sz”, „ż”, „cz”, „dż”,
- najpóźniej, około 5. roku życia (u niektórych dzieci nieco później) – głoska „r”.
Jeśli więc Wasz trzylatek mówi „lowelek” zamiast „rowerek”, a czterolatek „sapka” zamiast „czapka” – to najczęściej po prostu etap. Zamiana „r” na „l”, a u młodszych dzieci nawet na „j” („jowejek”), jest naturalna. Większość dzieci przechodzi drogę od „jowejek” przez „lowelek” do „rowerek” zupełnie samodzielnie.
Ćwiczyć „r” od razu czy czekać?
Tu muszę Was poprosić o cierpliwość. „R” jest najtrudniejszą głoską w języku polskim. Do jej wymówienia potrzebny jest bardzo sprawny język, który nie tylko unosi się do góry, ale też wibruje. Trzylatek zwykle nie ma jeszcze takiej sprawności.
Co się dzieje, kiedy dorośli bardzo chcą usłyszeć „ładne r” i ciągle proszą dziecko o powtarzanie? Dziecko się stara. Bardzo się stara. I ponieważ jego język nie jest jeszcze gotowy, znajduje inny sposób, żeby coś zawibrowało: zawibruje policzek, wargi albo języczek w gardle. Dziecko słyszy wibrację i cieszy się, że „już umie”. Rodzice też się cieszą – „no, może trochę francuskie, ale jest!”.
Problem w tym, że takie nieprawidłowe „r” bardzo szybko się utrwala. A przestawienie utrwalonego, nieprawidłowego „r” na prawidłowe to praca długa i żmudna – mówi się o mniej więcej roku, a czasem dłużej, w zależności od tego, jak długo nawyk był utrwalany. Tymczasem u pięcio-, sześciolatka, który po prostu zamienia „r” na „l”, wywołanie pięknego, polskiego „r” jest zwykle znacznie prostsze.
Dlatego: nie każcie małym dzieciom powtarzać „r”. Jeśli przyjdzie na nie czas, głoska pojawi się sama. A jeśli się nie pojawi – wywoła ją logopeda, we właściwy sposób. (Pisałam o tym kiedyś w artykule Trudna głoska „r” i od tamtej pory moje zdanie się nie zmieniło.)
Co możecie robić w domu, kiedy czekamy
Czekanie nie oznacza bezczynności. Jest kilka rzeczy, które wspierają rozwój mowy u każdego dziecka:
- Dbajcie o zamkniętą buzię i oddychanie nosem. Jeśli nosek jest stale niedrożny, idźcie do laryngologa.
- Pożegnajcie smoczek najpóźniej w okolicach pierwszych urodzin, a butelkę zastąpcie kubkiem. Więcej o tym w artykule o smoczku.
- Dawajcie dziecku do gryzienia prawdziwe jedzenie – skórkę chleba, jabłko, marchewkę. Gryzienie i żucie to najlepsza gimnastyka buzi.
- Rozmawiajcie, ale nie egzaminujcie. Reagujcie na to, co dziecko mówi i pokazuje. Zamiast „powiedz: ryba!” – „O, ryba! Duża ryba pływa”.
- Nie poprawiajcie bez końca. Jeśli dziecko powie „lowelek”, wystarczy powtórzyć poprawnie: „Tak, twój rowerek jest czerwony”.
Moja odpowiedź na pytanie z tytułu
Jeśli coś Was niepokoi – przyjdźcie. Nawet jeśli problem wydaje się błahy, wstydliwy albo nie wiecie, czy to w ogóle sprawa dla logopedy. W najgorszym wypadku usłyszycie: „Wszystko jest w porządku, macie wspaniale rozwijające się dziecko”. I to też jest bardzo cenna wiadomość – bo spokojny rodzic to spokojne dziecko.
A jeśli okaże się, że trzeba działać – zyskaliście czas. W logopedii, tak jak w wielu innych dziedzinach, im wcześniej, tym łatwiej.
