
Chciałabym dzisiaj obalić krążący w Internecie i mowie potocznej mit związany z rozwojem mowy dziecka. Najczęściej spotykanym jest, że dziecko może nie mówić do końca 3 roku życia, a potem samo „ruszy.” Nic bardziej mylnego.
A niestety powtarzają to osoby, które mają przemożny wpływ na zachowanie rodziców – pediatrzy, nauczyciele, babcie itp. Na skutek takich przekonań (a czemu nie mieliby wierzyć pediatrze?) rodzice zwlekają z pierwszą wizytą u logopedy, a przecież każdy wie, iż im wcześniej podjęta interwencja tym szybsza i łatwiejsza terapia! Zastanawiam się skąd się wzięło takie przekonanie i chyba jedyną rozsądną odpowiedzią jest – z doświadczenia babci, prababci… Przecież tak często słyszymy „jego tata też tak późno zaczął mówić, jego dziadek też…” i tak samo on będzie powtarzał swojemu synkowi. Może tak się rzeczywiście zdarzyć, że mowa dziecka „ruszy” samoistnie. Wówczas Maluszek będzie starał się dogonić swoich rówieśników, co może pociągnąć za sobą jąkanie (ale bez obaw – jest to normalne, ponieważ taki Maluch „szybciej myśli niż mówi”, stąd taki objaw, który przy prawidłowym postępowaniu rodziców szybko zniknie). A co jeśli brak wypowiedzi słownych jest sygnałem czegoś innego? Wówczas może się liczyć każdy tydzień podjętej terapii. Dlatego nie zwlekajmy z konsultacją u logopedy, nawet gdyby to miała być jednorazowa wizyta, by upewnić się, że dziecko jest już „na dobrej drodze” do słownego porozumiewania się. Logopeda (dobrze byłoby gdyby był przy okazji psychologiem) poobserwuje Waszą Pociechę i powie czy cały jego rozwój przebiega w normie, czy są sygnały świadczące o tym, że mowa zaraz się rozwinie i na tej podstawie może z całą pewnością stwierdzić „ćwiczymy” lub „czekamy.” Jednak musi to być logopeda, nikt inny.
