
Kiedy rodzice przychodzą do mnie z dzieckiem, które się jąka, prawie zawsze pytają o to samo: „Czy to minie?” i „Co mamy robić, żeby mu pomóc?”. Na oba pytania da się odpowiedzieć – ale nie od razu i nie jednym zdaniem. Bo jąkanie jest tylko tym, co słychać. A terapia dotyczy przede wszystkim tego, czego nie słychać.
Krok pierwszy: czy to w ogóle jest jąkanie?
U bardzo wielu dzieci między drugim a piątym rokiem życia pojawia się tak zwana rozwojowa niepłynność mówienia. To okres, w którym mowa rozwija się w zawrotnym tempie – dziecko zna coraz więcej słów, buduje coraz dłuższe zdania, chce opowiedzieć o wszystkim naraz. Myśli szybciej, niż jego aparat mowy nadąża mówić. Pojawiają się powtórzenia całych słów („i-i-i wtedy”, „mama, mama, mama, zobacz”), wtrącenia, zaczynanie zdania od nowa.
Taka niepłynność zwykle nie męczy dziecka. Mówi swobodnie, nie spina się, często w ogóle nie zauważa, że coś jest inaczej. U większości dzieci mija samoistnie.
Dlatego terapię zawsze zaczynam od diagnozy. Chcę odpowiedzieć sobie i Wam na pytanie, czy to niepłynność rozwojowa, czy raczej jąkanie, które może się utrwalić. Zwracam uwagę między innymi na:
- genetykę – czy ktoś w rodzinie się jąkał lub nadal się jąka; to jeden z ważniejszych czynników,
- czas trwania – czy niepłynność utrzymuje się dłużej niż kilka miesięcy,
- rodzaj niepłynności – czy dziecko powtarza całe słowa, czy raczej pojedyncze głoski i sylaby; czy przeciąga dźwięki („mmmmama”); czy pojawiają się blokady, kiedy dziecko otwiera buzię i nic z niej nie wychodzi,
- napięcie – czy widać wysiłek przy mówieniu, mruganie, grymasy, ruchy głowy, rąk czy nóg,
- reakcję dziecka – czy zauważa swoją niepłynność, złości się na nią, mówi „nie umiem powiedzieć”, zaczyna unikać mówienia lub zastępować trudne słowa innymi,
- inne trudności – czy rozwój mowy przebiega prawidłowo, czy są wady wymowy, jak dziecko radzi sobie emocjonalnie.
Im więcej z tych sygnałów, tym ważniejsza jest wczesna, przemyślana pomoc.
Krok drugi: zajrzeć pod powierzchnię
W terapii jąkania od dawna mówi się o górze lodowej. Nad wodą jest to, co widać i słychać: powtórzenia, przeciągnięcia, blokady. Pod wodą – dużo większa część: napięcie, lęk przed mówieniem, wstyd, unikanie, poczucie bezradności, przekonanie, że „ze mną jest coś nie tak”.
Dlatego w terapii jąkania nie korzystam wyłącznie z metod logopedycznych. Oczywiście pracujemy z oddechem, głosem, tempem i swobodą mówienia. Ale równie ważne – a czasem ważniejsze – jest to, co dzieje się w środku dziecka. Pracujemy nad:
Poczuciem własnej wartości. Dziecko, które się jąka, bardzo szybko zaczyna utożsamiać się ze swoją niepłynnością. Chcę, żeby wiedziało, że jest kimś znacznie więcej niż sposobem, w jaki mówi – że jest ciekawe, zabawne, mądre, odważne.
Odpornością psychiczną. Żeby trudna sytuacja – odpowiedź przy tablicy, telefon do babci, zamówienie lodów – nie odbierała mu głosu. Żeby umiało poradzić sobie z tym, że czasem będzie trudno, i nie wycofało się z rozmów.
Emocjami. Uczymy się je rozpoznawać, nazywać i wyrażać. Napięcie emocjonalne bardzo często idzie w parze z napięciem w mowie. Dziecko, które potrafi powiedzieć „jestem zdenerwowany”, ma mniej powodów, żeby to zdenerwowanie „mówiło” za nie.
To praca, w której jestem jednocześnie logopedą i psychologiem – i nie umiałabym tych dwóch ról rozdzielić.
Krok trzeci: rodzice jako współterapeuci
W terapii dzieci jąkających się co trzecie, czwarte spotkanie to spotkanie wyłącznie z rodzicami. Rodzice stają się wtedy po trosze terapeutami swojego dziecka – i to jest jeden z najważniejszych elementów całej terapii.
Dlaczego? Bo chodzi o to, żeby zmienić środowisko dziecka. Trochę uspokoić to, co dzieje się w domu. Zwolnić. Dać więcej czasu na mówienie i słuchanie.
Bywa też tak – i mówię to z ogromną czułością, bo wiem, z jakiej troski to wynika – że rodzice są tak bardzo zaniepokojeni jąkaniem, że nieświadomie je nasilają. Kończą za dziecko zdania. Mówią „spokojnie, weź oddech”, „mów wolniej”, „powiedz jeszcze raz”. Patrzą z napięciem, kiedy dziecko się zacina. Dziecko czuje ten niepokój i jego mowa staje się jeszcze bardziej napięta. Koło się zamyka.
Na spotkaniach z rodzicami przerabiamy wiele rzeczy:
- jak słuchać dziecka, kiedy się zacina – spokojnie, z kontaktem wzrokowym, bez pośpiechu i bez poprawiania,
- jak mówić do dziecka – wolniej, prościej, z przerwami, bez zasypywania pytaniami,
- jak zorganizować w domu czas, w którym nikt nikomu nie przerywa,
- jak zadbać o czas jeden na jeden, sen i przewidywalny rytm dnia,
- co mówić, gdy dziecko samo pyta „dlaczego ja tak mówię?”,
- jak rozmawiać z przedszkolem, szkołą i dziadkami.
To także czas, w którym opowiadam, jakie zmiany zauważam u dziecka, i wspólnie planujemy kolejne kroki. Kiedy rodzice są już spokojniejsi i wiedzą, co robić, ja równolegle pracuję z dzieckiem – i wtedy efekty przychodzą zdecydowanie szybciej.
Naczynia połączone
Lubię porównywać rodzinę do szklanego naczynia wypełnionego piaskiem. Jeśli przesuniemy trochę piasku na bok, cała reszta też się przesunie – i tak już zostanie. W rodzinie nie da się zmienić jednej rzeczy. Kiedy zmienia się jedna, zmienia się wszystko.
To działa w obie strony. Napięcie jednego członka rodziny rozlewa się na pozostałych. Ale spokój – też. Dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby rodzice byli częścią terapii, a nie tylko osobami, które przywożą dziecko na zajęcia i czekają na korytarzu.
Kilka rzeczy, które możecie zrobić już dziś
- Słuchajcie treści, nie formy. Reagujcie na to, co dziecko mówi, a nie jak to mówi.
- Nie kończcie zdań za dziecko i nie podpowiadajcie słów. Poczekajcie spokojnie.
- Nie mówcie „mów wolniej” ani „weź oddech”. Zamiast tego sami mówcie wolniej – dziecko dostroi się do Was.
- Zadbajcie o sen. Zmęczenie nasila niepłynność. Sen to najtańsza terapia.
- Znajdźcie codziennie chwilę tylko dla dziecka – bez rodzeństwa, bez pośpiechu, bez rozmów o mówieniu.
- Nie bójcie się nazwać tego, co się dzieje, jeśli dziecko samo o to pyta: „Czasem słowa się zacinają. To się zdarza. Poczekam na ciebie”.
Jeśli niepłynność Waszego dziecka trwa dłużej niż kilka miesięcy, jeśli widzicie napięcie albo dziecko zaczyna unikać mówienia – nie czekajcie, aż „samo minie”. Przyjdźcie na konsultację. Nawet jeśli okaże się, że to rozwojowa niepłynność, wyjdziecie z gabinetu spokojniejsi i z wiedzą, jak wspierać dziecko. A to już połowa sukcesu.
Więcej o tym, jak pracuję, przeczytacie na stronie Terapia jąkania.
