
Czyli o tym czy wadę wymowy można odziedziczyć.
Często zadajecie mi pytania czy jeśli babcia nie mówiła „r” i mama nie mówi „r” to czy Wasze dziecko też nie będzie wymawiało tej głoski? Albo tata sepleni, mama mówi poprawnie to czy dziecko będzie sepleniło czy nie?
Odpowiedź wydawałaby się prosta – wad wymowy nie dziedziczymy. W związku z tym dziecko nie powinno seplenić tak jak tata czy mama. Ale podczas rozwoju dziecka w grę wchodzą też inne mechanizmy – takie jak naśladownictwo. Dzieci uczą się wszystkiego dzięki naśladownictwu, z pewnością niejednokrotnie byliście świadkami jak Wasza dwuletnia córeczka próbowała malować usta albo Wasz synek zakładał buty taty. Tak! To jest naśladownictwo. Jednak w przypadku wad wymowy również mamy z tym do czynienia. Stąd dziecko może mówić jak tata, babcia czy inna osoba z otoczenia. Często opowiadacie mi prześmieszne historie jak Wasze dzieci zmieniły się, kiedy poszły do przedszkola. Zmieniają ton głosu i „ustawiają” lalki do toalety lub próbują nauczyć ich wierszyków. To też naśladownictwo! Dzieci oczarowane ciociami z przedszkola potrafią nawet naśladować ich wady wymowy…
Oczywiście nie możemy pominąć faktu, że jednak coś dziedziczymy – a to są wszelkiego rodzaju zmiany w budowie aparatu artykulacyjnego (np. przodozgryz, wysoko sklepione podniebienie, diastema między zębami) i one mogą przyczyniać się do wad wymowy np. seplenienia. Dlatego ważne jest wczesne rozpoczęcie działań, ponieważ wady utrwalone są trudne do zniwelowania (każdy dorosły z wadą wymowy wie o czym piszę) – trzeba ogromnej motywacji, żeby być systematycznym w ćwiczeniach. A u dzieci? Jeśli wady nie są utrwalone to dziecko niejako od początku uczy się prawidłowej wymowy, a terapię traktuje jako zabawę, a nie żmudny obowiązek.
Inaczej sprawa się ma z jąkaniem. Tu rzeczywiście istotnym czynnikiem są geny. Ale o tym w kolejnych artykułach.
