
Czasem ktoś mnie pyta, czy w danej sytuacji przychodzi do mnie „jako do psychologa”, czy „jako do logopedy”. Rozumiem to pytanie, ale szczerze mówiąc – nie umiem na nie odpowiedzieć. Bo kiedy dziecko wchodzi do gabinetu, nie widzę osobno jego buzi, osobno emocji i osobno ciała. Widzę dziecko. Całe.
Mowa nie istnieje w próżni
Mówienie wydaje się prostą czynnością: myślimy, otwieramy usta, mówimy. W rzeczywistości to jedna z najbardziej złożonych rzeczy, jakie robi człowiek. Bierze w niej udział uwaga, pamięć, słuch, myślenie, emocje, napięcie mięśni, oddech, postawa ciała – i relacja z drugim człowiekiem, do którego mówimy.
Dlatego logopeda, który patrzy wyłącznie na artykulację, widzi tylko kawałek obrazu. Może poprawić głoskę, ale nie zobaczy, dlaczego dziecko nie chce mówić przy obcych. Może ćwiczyć język, ale nie zauważy, że dziecko jest tak napięte, że każde ćwiczenie staje się dla niego egzaminem. A stałe, uporczywe poprawianie wymowy u dziecka, które i tak czuje się niepewnie, potrafi przynieść odwrotny skutek: niechęć do mówienia, a nawet lęk przed nim.
Z drugiej strony psycholog, który nie zna rozwoju mowy, może przeoczyć, że kłopoty dziecka z rówieśnikami biorą się po części stąd, że inni go po prostu nie rozumieją. Albo że wybuchy złości to frustracja dziecka, które chce coś powiedzieć, a nie potrafi.
Jak to wygląda w praktyce
Dziecko, które się jąka – pracujemy z oddechem, tempem i swobodą mówienia, ale równie mocno z poczuciem własnej wartości, z emocjami i z odpornością psychiczną. Bo jąkanie to tylko wierzchołek góry lodowej.
Dziecko z opóźnionym rozwojem mowy – zanim zacznę „wywoływać słowa”, sprawdzam, jak rozwija się całe dziecko: czy naśladuje, czy rozumie, jak się bawi, jak nawiązuje kontakt. Mowa jest częścią rozwoju, a nie osobną umiejętnością.
Dziecko z wadą wymowy, które jest wyśmiewane w szkole – ćwiczymy głoski, ale rozmawiamy też o tym, jak sobie radzić, kiedy ktoś się śmieje. I pracujemy nad tym, żeby dziecko nie przestało się odzywać na lekcjach.
Rodzice, którzy bardzo się martwią – ich niepokój udziela się dziecku. Czasem największą pomocą dla mowy dziecka jest spokojniejszy rodzic.
Patrzę też na ciało
To może zaskakiwać, ale podczas badania logopedycznego patrzę nie tylko na buzię i język. Patrzę na postawę całego ciała: jak dziecko trzyma głowę, jak ułożone są barki, obręcz barkowa, miednica. Czy ciało jest symetryczne.
Po co? Bo zdarza się, że przesunięcie w obrębie miednicy czy obręczy barkowej, czyli jakakolwiek asymetria w ciele, przekłada się na mowę. Bywa na przykład tak, że seplenienie boczne – kiedy powietrze przy „sz” czy „s” ucieka bokiem, a dźwięk brzmi „rozmyto” – ma swoje źródło nie tylko w buzi, ale też w napięciach w całym ciele. Asymetria w ciele „przenosi się” na asymetrię w realizacji głosek.
W takiej sytuacji samo ćwiczenie języka nie wystarczy. Trzeba poprawić zarówno pracę języka, jak i postawę. Dlatego w razie wątpliwości kieruję dziecko do fizjoterapeuty i współpracujemy – każde w swoim zakresie, ale z jednym celem.
Podobnie bywa z innymi specjalistami. Kiedy widzę, że dziecko oddycha ustami, kieruję do laryngologa. Kiedy podejrzewam, że słyszy nie wszystko – na badanie słuchu. Kiedy zgryz się nieprawidłowo rozwija – do ortodonty. Pracuję też technikami terapii miofunkcjonalnej i masażami rozluźniającymi mięśnie twarzoczaszki, bo napięcie w tych mięśniach potrafi skutecznie utrudniać postępy.
Rodzina – kolejne naczynie połączone
I wreszcie: dziecko nie żyje w gabinecie. Żyje w rodzinie. To, ile śpi, ile ma czasu dla siebie, ile czasu spędza z rodzicami, czy w domu jest spokój, czy pośpiech – to wszystko wpływa na jego mowę i emocje bardziej, niż nam się wydaje.
Dlatego tak często zaczynam od rozmowy z rodzicami i tak wiele moich zaleceń dotyczy codzienności, a nie samych ćwiczeń. Zmieniając jedną rzecz w rodzinie, zmieniamy wszystko – piszę o tym w artykule Rodzina jak naczynia połączone.
Dlaczego to ważne dla Was
Bo nie musicie chodzić od specjalisty do specjalisty, za każdym razem opowiadając historię dziecka od nowa i składając w całość sprzeczne zalecenia. W jednym gabinecie ktoś patrzy na mowę i na emocje jednocześnie. A jeśli potrzebna jest pomoc kogoś jeszcze – powiem Wam o tym wprost i podpowiem, do kogo się zwrócić.
Tak rozumiem całościowe spojrzenie na dziecko. Nie jako hasło, tylko jako sposób pracy.
