
„Mówi tak słodko, z tym języczkiem…” – słyszę czasem od babć, a nawet od rodziców. I rozumiem to. Dziecko, które przy „s” wysuwa koniuszek języka między ząbki, brzmi rozczulająco. Ale jako logopeda muszę powiedzieć jasno: seplenienie międzyzębowe nie jest etapem rozwoju mowy i dziecko z niego nie wyrośnie.
Co to jest seplenienie międzyzębowe
O seplenieniu międzyzębowym mówimy wtedy, gdy podczas mówienia język wsuwa się między górne i dolne zęby. Najczęściej słychać to przy głoskach syczących: „s”, „z”, „c”, „dz”. Często jednak język „ucieka” do przodu także przy głoskach szumiących („sz”, „ż”, „cz”, „dż”), ciszących („ś”, „ź”, „ć”, „dź”), a nawet przy „t”, „d”, „n” i „l”. Głoski brzmią wtedy nieostro, trochę „sepleniąco” – stąd nazwa.
Przez lata uważano, że u małych dzieci to normalne i z czasem minie. Dziś wiemy, że nie. Jeśli dziecko wkłada język między zęby – kwalifikuje się do terapii, niezależnie od wieku.
Wyjątek, który warto znać
Jest jedna sytuacja, w której język może chwilowo wsuwać się między zęby u dziecka, które wcześniej mówiło prawidłowo: wymiana zębów. Kiedy około szóstego, siódmego roku życia wypadają górne jedynki, powstaje luka, w którą język wpada sam. Jeśli wcześniej wymowa była prawidłowa, zwykle po wyrośnięciu zębów stałych wszystko wraca na swoje miejsce. Warto jednak obserwować – i jeśli po pojawieniu się nowych zębów język nadal „wychodzi”, przyjść na konsultację.
Skąd się bierze
Przyczyn jest zwykle kilka naraz:
- nisko leżący język w spoczynku – zamiast przylegać do podniebienia, leży na dnie jamy ustnej i przy mówieniu łatwo wysuwa się do przodu,
- oddychanie przez usta – często z powodu przerośniętego trzeciego migdała, alergii albo zwykłego nawyku,
- długie używanie smoczka i butelki – zęby „dopasowują się” do smoczka, tworzy się zgryz otwarty, a w szczelinę między zębami wchodzi język (pisałam o tym w artykule o smoczku),
- wady zgryzu – zgryz otwarty, przodozgryz,
- obniżone napięcie mięśni warg i języka,
- krótkie wędzidełko podjęzykowe, które utrudnia uniesienie języka (więcej w artykule o wędzidełku),
- naśladowanie – dzieci uczą się mowy, słuchając i patrząc, więc mogą przejąć sposób mówienia kogoś bliskiego (zajrzyjcie do artykułu Po kim ono tak sepleni?).
Dlaczego nie warto czekać
Bo seplenienie międzyzębowe to tylko to, co słychać. Język, który wysuwa się przy mówieniu, zwykle leży nisko i wysuwa się także przy połykaniu i w spoczynku. A to pociąga za sobą łańcuch następstw: wąskie, wysoko wysklepione podniebienie, zgryz otwarty, przodożuchwie, oddychanie przez usta, przerośnięty trzeci migdał, zapadnięte policzki, cienie pod oczami.
Gdyby w wieku dwóch, dwóch i pół roku udało się wypracować, żeby język schował się w buzi, tych następstw w ogóle by nie było. Dlatego mówię, że terapia seplenienia międzyzębowego to w dużej mierze profilaktyka ortodontyczna – i nie tylko ortodontyczna.
Jest też drugi powód. Im dłużej trwa nawyk, tym trudniej go zmienić. U trzylatka uczymy prawidłowej wymowy „od zera” – dziecko traktuje to jak zabawę. U dziesięciolatka musimy najpierw oduczyć czegoś, co robił przez lata tysiące razy dziennie.
Jak wygląda terapia
Terapia seplenienia międzyzębowego nie zaczyna się od mówienia „s”. Zaczyna się od fundamentów:
1. Oddychanie i pozycja spoczynkowa. Uczymy dziecko oddychać nosem i trzymać buzię zamkniętą, z językiem w górze. Jeśli nos jest niedrożny – najpierw laryngolog.
2. Sprawność języka. Ćwiczymy unoszenie języka, jego precyzyjne ruchy, prawidłowe połykanie. Korzystam tu z technik terapii miofunkcjonalnej – piszę o niej w osobnym artykule.
3. Wywołanie prawidłowej głoski. Dopiero gdy język potrafi „schować się” za zęby, uczymy prawidłowego „s” – najpierw w izolacji, potem w sylabach, wyrazach i zdaniach.
4. Utrwalenie w mowie potocznej. To etap, który wymaga najwięcej cierpliwości. Pomaga jedna stała pora dziennie, kiedy mowa jest kontrolowana – opisuję to w artykule Ćwiczymy, nie kolorujemy.
Czasem równolegle potrzebny jest ortodonta (przy wadzie zgryzu), laryngolog (przy oddychaniu ustami) czy fizjoterapeuta (przy nieprawidłowej postawie i napięciach).
Czego nie robić w domu
Nie oblizujcie warg masłem orzechowym, miodem czy nutellą. To bardzo popularne „ćwiczenie logopedyczne” i dzieci je uwielbiają. Ale u dziecka z seplenieniem międzyzębowym wzmacnia dokładnie ten ruch, którego chcemy się pozbyć – wysuwanie języka na zewnątrz. Pisałam o tym już w artykule Zabawy logopedyczne – pomagają czy szkodzą?.
Nie poprawiajcie dziecka przez cały dzień. Ciągłe „schowaj język!” zniechęca do mówienia i rzadko działa. Lepiej umówić się na krótki, stały czas ćwiczeń.
Nie zbywajcie problemu. „Wyrośnie” to w tym przypadku najgorsza możliwa strategia.
Co możecie zrobić
- Obserwujcie, czy buzia dziecka w spoczynku jest zamknięta.
- Pożegnajcie smoczek i niekapek.
- Dawajcie do gryzienia twarde, chrupiące jedzenie.
- Mówcie do dziecka wyraźnie, twarzą w twarz – niech widzi, gdzie jest Wasz język.
- Przyjdźcie na konsultację. Nawet jeśli dziecko ma dwa i pół roku i „przecież jeszcze nie musi mówić idealnie”. Na tym etapie praca idzie zwykle najszybciej.
