
Szkoły, biura podróży, organizatorzy przeróżnych kursów czy media bombardują nas informacjami o niekończących możliwościach rozwoju naszych dzieci. Do Centrum do Spraw Dzieci Zdolnych coraz częściej trafiają** dzieci przestymulowane**, czyli takie, którym rodzice fundują jednocześnie dużo zajęć dodatkowych i mają wobec nich wysokie wymagania, znacznie przerastające możliwości własnych pociech.
Dzieci te często nie mają czasu na zabawę, rozwijanie kreatywności i kontakty z rówieśnikami. Powstają instytuty rozwoju malucha, które uczą jak pomnożyć jego inteligencję, jak nauczyć dziecko matematyki w pół minuty dziennie, jak sprawić, by posługiwało się biegle trzema językami w wieku trzech lat oraz dają wskazówki jak przyspieszyć rozwój chodu. To tylko nieliczne przykłady umiejętności z bogatej oferty szkoleń dla matek i dzieci. Zewsząd otaczają nas nagłówki grożące, iż jeśli nie wykorzystamy potencjału mózgu dziecka, jego zdolności zanikną lub drastycznie się obniżą. Współcześni rodzice nękani są poczuciem winy, że nie potrafią stworzyć dziecku warunków do nieograniczonego zdobywania wiedzy. Nasuwa się pytanie czy nie posunięto się za daleko we wspomaganiu rozwoju malucha? Psycholodzy i pedagodzy są zgodni co do tego, iż coraz częściej dzieci obciążone są nadmierną ilością zadań, przez co stają się zmęczone, narażone na różnego rodzaju wypadki, apatyczne, i nieefektywne w swoich działaniach – skutek zupełnie odwrotny do oczekiwanego. Psycholodzy przypominają, iż każdemu dziecku należy się czas odpoczynku i zabawy. Oczywiście nikt nie kwestionuje, że rozwój dziecka zależy od sposobu, w jaki stymulują go rodzice. Dzieci, którym mama i tata poświęcają wiele uwagi, są zdolniejsze, ciekawsze świata, bardziej otwarte na ludzi. Jednak nie należy organizować dziecku każdej wolnej minuty w ciągu dnia. Współcześnie można spotkać kilkuletnie dzieci, które po powrocie ze szkoły biegną na dodatkowe zajęcia i treningi. W konsekwencji wracają do domu wówczas, kiedy rodzice kończą pracę. Pomimo, iż dzieci najlepiej rozwijają się we własnym rytmie, poprzez zabawę. Gdy dziecko ma zbyt wiele bodźców rozwojowych, zrobimy dla dziecka więcej złego niż dobrego. Pytani o taki stan rzeczy najczęściej odpowiadamy, że próbujemy dostosować się do realiów obecnego stylu życia. Nikt nie chce dopuścić, aby ich dziecko okazało się mniej zdolne czy wolniejsze w wypełnianiu swoich obowiązków. Ta presja otoczenia i wszechobecna rywalizacja jeszcze bardziej pogłębia problem. Rozpoczynamy już od okresu niemowlęcego – kupujemy zabawki edukacyjne, włączamy obcojęzyczne bajki, czytamy jak przyspieszyć rozwój mowy, chodu, jak szybko przejść trening czystości, a w wieku kilku lat zupełnie pozbawiamy dziecka czasu wolnego. W okresach wolnych od szkoły staramy się wykupić obóz językowy czy naukowy, by wykorzystać czas wolny na zdobywanie kolejnych partii materiału. Oczywiście nie zapominamy o wyborze pasji dla dziecka – zapisujemy go do szkoły jeździeckiej, baletowej czy nauki gry na gitarze, by ‘czerpało z życia jak najwięcej’. Z poczuciem spełnienia oczekiwań, z dumą przyglądamy się naszym dzieciom jak szybko się rozwijają, czasem nie zauważając jak bardzo są przestymulowane. Według psychologów dziecięcych i pedagogów , dziecko powinno poświęcać kilka godzin dziennie na zabawę. Wtedy rozwija swoją wyobraźnię, zdolności manualne, ale także rozwija swoją sferę emocjonalną. Odpoczynek od codziennych obowiązków jest konieczny, by zachować równowagę w układzie nerwowym malucha. Starajmy się nie organizować całego czasu dziecku, by zobaczyć czym ono samo się zainteresuje.** Nie ulegajmy pokusie nauki czegoś nowego za każdym razem kiedy bawimy się z dzieckiem**, jeśli w tym momencie woli bawić się kartonowym kubkiem po kawie niż zabawką edukacyjną, uszanujmy to. Dziecko w takich momentach najbardziej rozwija swoją wyobraźnię. Raz ów kubek będzie dla niego skarbonką, innym razem będzie jeździł nim po dywanie jak samochodem. Nie pozbawiajmy go daru wyobraźni. Wbrew pozorom taka zabawa jest dla niego formą mimowolnego uczenia się. Pamiętajmy, że prosta zabawa, zwykłymi codziennymi przedmiotami inspiruje do poszukiwań, odkrywania świata, zadawania pytań i często wygrywa z atrakcyjnymi, kolorowymi zabawkami, których nie sposób twórczo wykorzystać. Pozwólmy dzieciom poleniuchować W świecie, gdzie rodzice, wychowawcy, opiekunowie czują presję, żeby nie tylko dać dziecku wszystko, co najlepsze, ale i wychować je na perfekcyjne w każdej dziedzinie powstała koncepcja slow parenting. Zwolennicy tego sposobu wychowania stwarzają dziecku przestrzeń do eksperymentowania i rozwijania się w swoim naturalnym tempie, są niejako towarzyszami życia dziecka, a nie autorami ich starannie zaplanowanych aktywności. Slow parenting nie jest niczym nowym. Jest tylko powrotem do tego, co dla starszego pokolenia było rzeczywistością. Powrotem do czasów, w których dzieci biegały po podwórku, leżały na kocu, wisiały na trzepaku czy kopały piłkę. Przede wszystkim miały czas wolny na zabawę z innymi dziećmi. Może warto rozważyć zmianę modnego fast na zapomniane slow?
