
Coraz częściej rodzice słyszą tę nazwę – od ortodonty, laryngologa, w przedszkolu, na forach. „Pani doktor powiedziała, że potrzebna jest terapia miofunkcjonalna. Co to właściwie jest?” Spróbuję wyjaśnić to prosto, bo za trudną nazwą kryje się coś bardzo konkretnego.
Co oznacza ta nazwa
„Mio-” odnosi się do mięśni, „funkcjonalna” – do tego, jak te mięśnie pracują. Terapia miofunkcjonalna zajmuje się więc pracą mięśni twarzy, warg, języka i żuchwy podczas podstawowych czynności, które wykonujemy tysiące razy dziennie, nawet o tym nie myśląc:
- oddychania – czy przez nos, czy przez usta,
- połykania – czy język unosi się do podniebienia, czy pcha się do przodu, między zęby,
- gryzienia i żucia – czy obiema stronami, czy jedną; czy dziecko w ogóle chętnie gryzie,
- spoczynkowej pozycji warg i języka – czyli tego, jak wygląda buzia, kiedy dziecko nic nie robi.
To ostatnie jest szczególnie ważne i często niedoceniane. Przez większość dnia nie mówimy i nie jemy – po prostu oddychamy, z buzią w spoczynku. I właśnie ta pozycja spoczynkowa, utrzymywana godzinami, najmocniej wpływa na to, jak kształtuje się podniebienie, zgryz i cała twarz dziecka.
Jak powinno być
W prawidłowej pozycji spoczynkowej:
- usta są zamknięte, bez napięcia,
- zęby są lekko rozsunięte, nie zaciśnięte,
- język leży w górze – przylega do podniebienia, a jego czubek opiera się tuż za górnymi zębami, w miejscu, które logopedzi nazywają „punktem” lub „brodawką”,
- oddech odbywa się przez nos.
To dotyczy nie tylko starszych dzieci. Już u niemowląt język w spoczynku powinien być uniesiony, a buzia domknięta. Pisałam o tym w artykule „Samo przejdzie”?.
Dla kogo jest terapia miofunkcjonalna
Najczęściej trafiają do mnie dzieci, u których:
- buzia jest często otwarta – w dzień albo w nocy,
- dziecko oddycha przez usta, chrapie, ślini się,
- język wysuwa się między zęby podczas mówienia (seplenienie międzyzębowe) albo podczas połykania,
- jest wada zgryzu – zgryz otwarty, przodożuchwie, zwężony łuk zębowy – i ortodonta chce, żeby efekty leczenia się utrzymały,
- dziecko po usunięciu trzeciego migdała nadal oddycha ustami, choć nos jest już drożny – bo nawyk został,
- dziecko niechętnie gryzie i żuje, długo zostaje przy papkach,
- mięśnie twarzy są wyraźnie wiotkie albo przeciwnie – bardzo napięte.
Bardzo często te rzeczy występują razem. Dziecko z otwartą buzią oddycha ustami, ma nisko leżący język, sepleni międzyzębowo i ma wąskie podniebienie. Wszystko to jest ze sobą powiązane – dlatego nie da się skutecznie „naprawić” jednej rzeczy, ignorując pozostałe.
Dlaczego to takie ważne w terapii mowy
Wyobraźcie sobie dziecko, które sepleni międzyzębowo. Na zajęciach pięknie uczy się chować język i mówić prawidłowe „s”. Ale przez pozostałe dwadzieścia trzy godziny na dobę jego język leży nisko, na dnie jamy ustnej, a buzia jest otwarta. Przy pierwszej okazji język wraca tam, gdzie spędza najwięcej czasu.
Dlatego w pracy nad wymową zawsze patrzę też na to, co dzieje się z buzią poza mówieniem. Korzystam z technik terapii miofunkcjonalnej oraz masaży rozluźniających mięśnie twarzoczaszki, bo bez prawidłowej pozycji spoczynkowej, oddychania i połykania trudno o trwały efekt. Więcej o tym, jak wyglądają moje zajęcia, przeczytacie w artykule Ćwiczymy, nie kolorujemy.
Współpraca z innymi specjalistami
Terapia miofunkcjonalna rzadko jest „samotną wyspą”. Jeśli dziecko oddycha ustami, bo ma niedrożny nos lub przerośnięty trzeci migdał – najpierw potrzebny jest laryngolog. Żadne ćwiczenia nie nauczą oddychać nosem, jeśli nos jest zatkany. Jeśli zgryz wymaga leczenia – współpracujemy z ortodontą. Jeśli widzę asymetrię w ułożeniu głowy, barków czy miednicy – kieruję do fizjoterapeuty, bo postawa całego ciała wpływa na pracę mięśni twarzy.
Jak wygląda taka terapia
Diagnoza. Oglądam buzię w spoczynku, podczas mówienia, picia, gryzienia i połykania. Sprawdzam, jak dziecko oddycha, jak wysoko unosi język, jak długie jest wędzidełko podjęzykowe, jak napięte są mięśnie.
Ćwiczenia. Krótkie, konkretne, wykonywane codziennie. U młodszych dzieci w formie zabawy, u starszych – bardziej świadomie, z lusterkiem. Ćwiczymy unoszenie języka, domykanie warg, prawidłowe połykanie, żucie.
Zmiana nawyku. To najtrudniejsza część. Mięśnie można wzmocnić w kilka tygodni, ale nawyk, który utrwalał się latami, zmienia się powoli. Dziecko musi najpierw zauważać, że ma otwartą buzię, potem samo ją zamykać, a w końcu – robić to bez myślenia. Tu ogromną rolę odgrywacie Wy: życzliwe, umówione przypomnienia (bez ciągłego upominania!), dobre nawyki przy stole, rezygnacja ze smoczka i niekapka.
Cierpliwość. Nie obiecuję cudów w miesiąc. Ale regularna praca naprawdę przynosi efekty – i to efekty, które widać nie tylko w mowie, ale też w zgryzie, w jakości snu, a czasem nawet w wyglądzie twarzy.
Co możecie zrobić już dziś
- Poobserwujcie dziecko, kiedy ogląda książkę albo bawi się w ciszy. Czy buzia jest zamknięta?
- Zajrzyjcie do sypialni w nocy. Czy dziecko śpi z zamkniętymi ustami? Czy chrapie?
- Dawajcie do gryzienia prawdziwe jedzenie – jabłko, skórkę chleba, marchewkę.
- Zamieńcie niekapek na otwarty kubek lub słomkę – piszę o tym w artykule Butelka, niekapek, słomka czy kubek?.
- Jeśli nos jest stale zatkany – idźcie do laryngologa.
A jeśli coś z tej listy Was zaniepokoiło – zapraszam na konsultację. Im wcześniej zaczniemy, tym mniej nawyków trzeba będzie potem odwracać.
