
Żyjemy w czasach, w których dzieci powinny być idealne. Jeśli w naszym mniemaniu nie są, szybciutko wysyłamy je na terapię. Jeśli nie mamy punktu odniesienia – np. dziecko nie chodzi do przedszkola, porównujemy dziecko do nas – dorosłych
(„Potrafisz nawlekać koraliki, przecież to proste!”, „No nie umiesz powiedzieć sz”? „nie s tylko sz!”) A dziecko nie jest miniaturką człowieka dorosłego. Jego mózg dopiero rozwija się, jego umiejętności ruchowe nie są jeszcze do końca wykształcone, jego mięśnie nie są gotowe do wymawiania trudnych głosek, jego ucho (a właściwie mózg) nie jest jeszcze gotowy, by różnicować podobne głoski. Dlatego jeśli nie macie do kogo porównać, a martwicie się, że coś może się opóźnia, że coś w jego rozwoju powinno być, a nie ma, odwiedźcie specjalistę. Specjaliści mają specjalne normy i spore doświadczenie w ocenianiu tego czy jakieś opóźnienie jest, pokażą też jak ćwiczyć, by je wyrównać. Dlaczego to piszę? Przeczytajcie:
„Mówi pięknie, tylko to „r” jej nie wychodzi” – mówią zaniepokojeni rodzice wchodząc do gabinetu. Ja zbieram informację o dziecku i okazuje się, że ma 3 lata. Tłumaczę więc, że do 5 roku życia dziecko ma prawo zamieniać głoskę r na l. „Ale my tak bardzo chcemy, żeby mówiła ładne „r”, pokazujemy obrazki, które zawierają „r” , czytamy i prosimy, by powtórzyła. Ona się bardzo stara, widać, że chce tylko nie wie jak to ma zrobić.” Czy sytuacja wydaje się Wam znajoma? Otóż, dialog oczywiście zmieniony (ponieważ istnieje coś takiego jak tajemnica zawodowa), ale dialog ten obrazuje sporo osób, trafiających do mnie do gabinetu. Dlatego postanowiłam się tym tematem zająć, bo nie znając kilku ważnych faktów szkodzimy dziecku. „R” jest najtrudniejszą do wypowiedzenia głoską w języku polskim. Dlatego pojawia się najpóźniej w rozwoju - około 5 roku życia (u niektórych dzieci trochę wcześniej, ale piszę o górnej granicy). Do prawidłowego wypowiedzenia głoski „r” potrzebny jest bardzo ruchomy język, który nie tylko jest w górze, ale także wibruje. To co słyszymy, to właśnie ta wibracja. Od dziecka, które ma 2 czy 3 latka i mówi pięknie (nie tylko wyraźnie, ale ma bogate słownictwo, bo najczęściej wychowywane jest wśród dorosłych) siłą rzeczy dorośli oczekują, że powie „ręka” zamiast „lęka.” I tu się zaczyna problem. Dziecko, które nie ma wyćwiczonych narządów artykulacyjnych (jego język nie jest tak ruchomy, jego wargi też nie) będzie próbowało w inny sposób wydobyć z siebie ten dźwięk. Na przykład zawibruje mu policzek, dziecko to usłyszy i ucieszy się, że nauczyło się tej głoski! Mogą zawibrować same wargi, bo język jeszcze się nie rusza i znów radość, że może nie zbyt dobrze, ale to już nie jest „lączka” Czasem zawibruje języczek (który upraszczając – mamy w gardle) i też wydawałoby się, że cel osiągnięty („No może francuskie r, ale jest!”). Problem w tym, że jeśli trafia do logopedy dziecko, które nawet mając 5 czy 6 lat zamiast r mówi l, to jesteśmy w stanie wywołać i wyćwiczyć piękne polskie „r”, ale jeśli utrwalone jest inne „r” (tzn. wibruje coś innego, a nie język) to terapia będzie bardzo bardzo długa. Dlatego nie każcie swoim malutkim dzieciom powtarzać głoski r, proszę :) Jeśli będzie to już dobry dla niego czas, to głoska sama wskoczy, a jak nie wskoczy to wywoła ją logopeda, ale jeśli wywołamy ją w domu (a takie przypadki są częste) możemy zrobić więcej szkody niż pożytku. Dlatego zapamiętajcie, że głoska „R” pojawia się około 5 roku życia.” Koniec, kropka.
Problem wydaje się bardzo powszechny, dlatego udostępniajcie proszę artykuł, może uda nam się ocalić jakiegoś bezbronnego malucha przed dość poważną wadą wymowy.
