
Terapia logopedyczna wcale nie musi być nudna! Napiszę Wam dzisiaj kilka słów o tym jak ćwiczę ze starszymi dziećmi.
Przeglądając moje posty zdałam sobie sprawę, że większość z nich dotyczy bardzo małych dzieci – ale przecież na terapii mam też wspaniałych 6-latków i 7-latków. Praca z nimi wygląda trochę inaczej niż z maluchami, bowiem zwykle oprócz głoski (którą słychać), posługujemy się także znakiem graficznym, czyli literką (którą widać). Tak więc u większych dzieci stymuluję do rozwoju jednocześnie percepcję słuchową jak i wzrokową. Oczywiście zdarza się, że z bardzo małymi dziećmi wdrażam literki i cyferki – albo na życzenie rodziców albo wykorzystując ich spontaniczne zainteresowanie w tym obszarze – po to, by wydobyć z małego pacjenta jakiś dźwięk. Tak więc, jeśli powie „A” i „O” to zaraz powie sylaby „MA”, „MO” i dalej pójdzie już gładko. Na marginesie powiem, że mam aktualnie wspaniałego 2,5-latka, który rozpoznaje już wszystkie samogłoski! Ale wracamy do dzieci w młodszym wieku szkolnym. Te dzieci zwykle przychodzą do mnie po szkole,często bardzo zmęczone. Staram się więc, aby zajęcia logopedyczne nie przypominały kolejnej lekcji – dlatego czasem siadamy na podłodze, czasem gramy w „logopedyczną butelkę”, wykorzystujemy specjalne gry planszowe tylko po to, aby uatrakcyjnić zajęcia. Wyobraźmy sobie taką sytuację – dziecko 6-letnie nie mówi głoski „sz”, ćwiczymy więc język (poprzez różne zabawy, często z pacynkami), mama w domu ćwiczy język i kolejny etap to już zgodne z instrukcją powtarzanie głoski „sz”, a potem „szo”, „szu” i tak dalej. Jeśli nie wychodzi dziecku czyste „sz” nie przechodzimy do wyrazów. Tak więc musimy na 1 lub 2 zajęciach bezustannie powtarzać sylaby z „sz”. Wydaje się nudne, prawda? Jak można przez 55 minut mówić „szu”? Jak mówię dzieciom, że dzisiaj chyba ze 100 razy powiemy tę sylabkę, to mi nie wierzą! A potem okazuje się, że żałują, że zajęcia się kończą, bo do „szu” wykorzystaliśmy tyle różnych pomocy, że dziecko nie miało czasu się nudzić! Oczywiście dziecko czuje po języku, że ciężko pracowało, ale głoski wplecione były w „marchewki, które zjadał królik”, „w pasażerów autobusu, który zabierał na wycieczkę tylko osoby z walizkami podpisanymi tymi sylabami”, czy też „kostkę, która zamiast kropek miała sylaby.” Po sylabach przychodzą wyrazy, które rozpoczynają się na głoskę „sz” i już jest większy wybór pomocy do zajęć, bowiem możemy już używać obrazków przedstawiających dane przedmioty! Tak więc szukając zajęć logopedycznych dla swoich dzieci zadbajcie o to, by były atrakcyjne, a logopeda był dla dziecka – w pewnym sensie – autorytetem. Tylko wtedy dziecko będzie się starało, w związku z czym terapia będzie krótsza, a na zajęcie będzie przychodziło uśmiechnięte!
