
Po co rodzicom osobne spotkanie
Rodzice często przychodzą do mnie sami – i bardzo często od tego zaczynam pierwszą wizytę. Mówią mi wtedy rzeczy, których nie powiedzieliby przy dziecku, a które są dla mnie kluczowe: jak wygląda zwykły dzień, co ich niepokoi, co już próbowali, co działa, a co nie. Na tej podstawie planuję całą terapię.
Ale nie tylko o informacje tu chodzi. Na rodzicach spoczywa dziś ogromna presja. Z każdej strony słyszycie, że dziecko powinno chodzić na kolejne zajęcia, mieć kolejną diagnozę, kolejną terapię. Wielu z Was potrzebuje po prostu kogoś, kto wysłucha i pomoże uporządkować myślenie.
Niezbędne minimum
Pomagam wybrać z tego całego repertuaru to, co dla Waszego dziecka naprawdę najważniejsze – i co jednocześnie jesteście w stanie udźwignąć. Bo liczą się też pieniądze, czas i logistyka. Przy dwójce czy trójce dzieci trudno każde wozić na osobne zajęcia.
Mam wrażenie, że dzisiaj dzieci mają za dużo zajęć, a rodzice za dużo płacą za terapie i za mało czasu spędzają z dziećmi. Godzina wspólnej zabawy z rodzicem – przesypywanie piasku, masażyk przed snem – bywa cenniejsza niż godzina z kolejnym terapeutą. To nie jest zarzut, tylko zaproszenie: zamiast oddelegowywać problem, zadbajmy o więź, która leczy.
Z czym możecie przyjść
- Martwicie się o rozwój, mowę albo zachowanie dziecka i nie wiecie, do kogo się zwrócić.
- Macie w ręku kilka różnych zaleceń i nie wiecie, które są najważniejsze.
- Dziecko ma napady złości, trudno mu zasnąć, a wieczory stały się polem walki.
- Czujecie, że straciliście dobry kontakt z dzieckiem.
- Jesteście zmęczeni i potrzebujecie chwili, żeby po prostu ktoś Was wysłuchał.
Konsultacje odbywają się w gabinecie albo online – tak, jak Wam wygodniej.